Nigdy nie podejrzewałem, że to hasełko będzie bardziej prawdziwe niż było do tej pory, a jednak. To że matura nic nie daje wie każdy kto ją ma, ale kiedyś nie każdy mógł ją mieć. W chwili obecnej posiadanie matury sprowadza się tylko i wyłącznie do pojawienia się na egzaminie. Żadnego większego gimnastykowania przy zdobyciu średniego wykształcenia nie ma. Mogłem jeszcze w jakiś sposób przyjąć do wiadomości i zrozumieć to co wydarzyło się podczas Matur 2010, ponieważ powróciła obowiązkowa matematyka dla wszystkich i CKE mogło się obawiać słabych wyników. Obawiali się jednak zbyt mocno, ponieważ powiedzmy sobie szczerze Matura 2010 była po prostu niesmaczna, co spotkało się z duża krytyką. Nawet sami uczniowie, że tak powiem pulali z tego co mieli do napisania... żal żałość żenada!
W tym roku miałem nadzieję, że coś się zmieni, chociaż odrobinę. Niestety, właśnie przede mną leży zestaw maturalny z 2011r. Do zrobienia 33 zadania, jednak aby zaliczyć pozytywne egzamin wystarczy zdobyć 30% z możliwych do uzyskania punktów. To daje nam liczbę 15 zadań, które musimy zrobić, aby móc posługiwać się określeniem matura to bzdura. Matura 2011 jest równie niesmaczna jak jej rodzona matka z 2010 roku. 20 zadań zrobiłem dosłownie w pamięci, bez użycia długopisu i kartki nie mówiąc już o użyciu jakiś tablic z wzorami czy kalkulatora. Nie dziwię się, że były osoby, które po kilkunastu minutach wychodziły, no bo po co siedzieć dłużej skoro zrobiło się ponad 30% i więcej się nie potrzebuje. Pozostałe 13 zadań to już zabawa z kartka i długopisem, jednak ponownie nie trwa zbyt długo i kończy się po kilkunastu minutach. Po raz kolejny okazuje się, że maturę mogą bez problemu zdać uczniowie gimnazjów.
Dokąd ten kraj zmierza? Jak widać do stopniowego (nie napiszę powolnego, bo to stało się na przestrzeni kilku lat, więc bardzo szybko) ogłupiania społeczeństwa. Tworzy się szare masy ludzi, którzy wszystko mają gdzieś, na niczym im nie zależy, bez zainteresowań i myśli wybiegających nie dalej niż nadchodzący weekend. Ciemnoty bez własnego zdania i bez zdolności używania swojego mózgu, którym można wcisnąć wszystko, zawsze i wszędzie.
Wszystkich, którzy jednak chcieliby skosztować czegoś niesmacznego odsyłam do strony CKE pod adres http://www.cke.edu.pl/images/stories/00002011_matura/P/matematyka_pp.pdf, gdzie znajduję się legendarna już Matura 2011 z matematyki.
Masz zdecydowanie rację. Nie miałem z matematyką nic wspólnego od dobrych 6 lat, ale jak zobaczyłem ten test, to przeraził mnie jego poziom. Obliczanie rat - robi to co drugi Polak z palcem w tyłku, bo życie go do tego zmusza! Może czas, żeby faktycznie maturę pisali już gimnazjaliści? A może już po 6 latach podstawówki by spróbować? Na tym poziomie, gdzie w części zamkniętej po prostu można sobie strzelać, myślę że dwunastolatkowie spokojnie daliby sobie radę.
OdpowiedzUsuńUważam też, że wobec tej żenady, którą od pewnego czasu uprawia MEN, powinniśmy się czuć dumni, że zdaliśmy PRAWDZIWĄ maturę na starych zasadach. Dumy tej nie powinno umniejszać nam nawet to, co sam zauważyłeś - że i tak z faktu jej zdania (nawet na najwyższe oceny) dziś praktycznie nic nie mamy.
Ja znając swoje zamiłowanie do matematyki (a szczególnie zadań domowych), nie będę próbował nawet oglądać tego testu.
OdpowiedzUsuńTak jak mój poprzednik ciesze się, że uczyłem się jeszcze na "starych zasadach" ufff.
Dla mnie matura miała jeden sens... była czymś do czego się dążyło i co przerażało. A, że w czasach licealnych dzieciak, jeśli czymś się przejmował, to raczej nauką, czyli matura jako straszak była jakoś inspirująca. A że później nie przydatna specjalnie? No cóż... fajnie było ubrać gang i poczuć się przez chwilę dorosłym.