czwartek, 12 stycznia 2012

k44 i pfk - koncert sentymentalny

Od momentu zdobycia biletu nie mogłem się doczekać tego dnia, a gdy w końcu nadszedł nie miałem zupełnie ochoty, żeby wychodzić z domu ;). Na szczęście mam tak zawsze, a im bardziej mi się nie chce tym lepsza zabawa mnie czeka. Ten wzór jeszcze nigdy nie zawiódł i oby tak dalej. Z początku miałem jechać tylko z bracikiem, bo inne śpiące niedźwiedzie nie zdążyły kupić biletu, które nie ma co się dziwić zniknęły błyskawicznie ;p. Nauczony wielokrotnie (Depeche Mode) wiem i stosuję zasadę, jeśli bilet pojawia się w sprzedaży należy go kupić, a myśleć potem ;). Ostatecznie parę osób dało radę zdobyć wymarzony świstek, koncertowa ekipa urosła do 6 osób. Niestety nie udało nam się wszystkim razem pojechać i spotkaliśmy się dopiero w Mega Clubie. Przynajmniej było jak za dawnych lat, gdy jeździło się do Bravo ;).

Skoro grały sentymentalne składy, sentymentalnie musiało też być w głowie... było. Przyczyniły się do tego: obawa przed tym, że nie zdążę dojechać, walka przed klubem o wejście, walka w kolejce do szatni, walka o podejście do baru itd. ;P. Pisząc walka wcale nie mam na myśli wielkiej przepychanki i chamstwa. Było idealnie, sami kumaci ludzie, dużo szacunku i troszkę więcej kultury. Wszystko na spokojnie żadnych problemów, chociaż tak pełnego Mega w życiu nie widziałem. Fantastyczna sprawa!

Przed koncertem 1,5 godzinny popis na deckach dał DJ Feelx, który ładnie rozbujał zgromadzonych. Potem na scenie pojawił się Kaliber 44. Zniszczyli mnie totalnie. Jeden z lepszych koncertów polskiego zespołu na jakim byłem ever! Co chwile ciarki i dreszcze przez całe ciało, chociaż było gorąco na skórze gęsia skórka non stop. Odbierałem ten koncert wszystkimi zmysłami na raz, cudne uczucie! Nie da się tego opisać słowami. Abradab i Joka na zmianę z tłumem obrzucali się energią, która tak sobie latała na scenę i z powrotem do nas. Kuliminacyjnym momentem było pojawienie się Gutka i wspólne wyskakanie piosenki Rapowe Ziarno. Do tej pory nie wiem jak budynek wytrzymał to natarcie, ale był ogień. Najlepsze wykonanie tego wieczoru wliczając PFK ;). Po koncercie Kalibra bracik powiedział: "dla mnie mógłby już być koniec koncertu, jestem spełniony i mam dosyć" - słowa, które idealnie oddają to co wtedy czułem :>.

Po krótkiej przerwie na scenę wkroczyła Paktofonika. Myślę, że gdy patrzyli z loży na występ K44 wiedzieli, że nie dadzą takiego koncertu jak Kaliber (wypowiedź Fokusa na temat konceru K44 http://youtu.be/Zp0o_mcyvMU). Trzeba przyznać, że chłopaki polecieli na 100% swoich możliwości. Koncert PFK zupełnie inny, bardziej stonowany, mniej energetyczny, ale ruszający łeb i serce. Rahim razem z Fokusem w pewnym momencie poszli sobie na spacer po rękach ludzi wyciągniętych w górę. Niesamowita sprawa, bo zawędrowali aż na koniec klubu i wrócili na scenę ;). Bardzo podobało mi się to, że ludzie śpiewali wszystko, praktycznie cały czas zagłuszając odsłuchy (ostatani raz tłum był głośniejszy od wykonawców w marcu 2006r. w Spodku na depeszach :P). Oba koncerty były rejestrowane przez kilka canonowskich lustrzanek, tak więc mam nadzieję na klawy materiał.

Przez parę godzin byłem przeniesiony w czasie i odcięty od świata codziennego. Taki efekt kina/ligoty (iykwim) ;)  z tym że razy 10. Po koncercie znów duża dawka kultury w kolejce do szatni, co jest fenomenem na skale Polski na pewno. Jeszcze nigdy nie spotkałem się z tak dobrze zabezpieczona imprezą i to dosłownie przez kilku ochroniarzy, którzy stojąc sobie spokojnie kierowali tłumem za pomocą głosu ;). Smuci fakt, że jest tak mało nagrań w dobrej jakości z tego koncertu. Jednak coś za coś, bo bardziej cieszy to, że był to koncert w starym stylu. Ludzie przeżyli go patrząc na scenę przez swoje oczy, a nie ekran LCD swojej wypasionej komórki do głaskania. Myślałem, że w tych czasach to już niemożliwe, a tu takie zaskoczenie :). Po opuszczeniu Mega Clubu przez parę godzin zwiedzałem sobie ukochane Katowice. Odwiedziłem Gastromatica, gdzie posiliłem się najlepszym ścierwozjadem na Śląsku ;P, oraz bar dworcowy, w którym do życia próbowała przywrócić mnie mała czarna :D. Dzień zakończyłem o 5 rano wypadając z 870 i wpadając do wyra.

Na koniec parę linków i zdjęc, które i tak nic nie dadzą, to trzeba było przeżyć.

Kaliber 44
film - http://youtu.be/IkJC_bFnSF8
gruby czarny kot + film - http://youtu.be/W8Yst4irI88
konfrontacje - http://youtu.be/vshXSTCI4Q4
normalnie o tej porze - http://youtu.be/9P8wjiBLk_A

Paktofonika
priorytety - http://youtu.be/ARAiuP-8Sg8
priorytety (całe) - http://youtu.be/4fRrP1Rt3VY
nowiny i spacer ;) - http://youtu.be/qI2nNe3JZGI
spacer (lepsza jakość) - http://youtu.be/rEEfamDpVL8
chwile ulotne - http://youtu.be/a0Sw60C1GMI
chwile ulotne (tył) - http://youtu.be/n5DtWJ7OMv4
jestem bogiem - http://youtu.be/0cRw8ZYaaWU
jestem bogiem (całe) - http://youtu.be/7ZBM03higYs
powierzchnie tnące - http://youtu.be/QEliheQCDBk
popatrz (sotu beatbox) - http://youtu.be/XMj81Pn3BAQ