sobota, 10 grudnia 2016

come back...

To musiało się stać. Mam na myśli śmierć tego miejsca jak i powrót z krainy umarłych, albo tylko próba powrotu, will see :P , oby to pierwsze sasasa. Tak czy siak, tak czy owak powracam. Nie mam pojęcia jak to wszystko będzie wyglądało i czym będzie "to" :), ale czuję jak Blendersi, że muszę.

Przeczytałem ostatnio parę swoich wpisów sprzed lat i zmiotły mnie z powierzchni pokoju, wcześniej rzucając po jego ścianach jak Freddy czy inny Omen swoimi żywicielami :D.
Miałem wrażenie, że to co czytałem nie było pisane moimi palcami. Ewentualnie istnieje możliwość, że tak bardzo się zmieniłem, albo pisałem to w przypływie wielkich emocji, które dały taki efekt.
Wiem, że poczułem się super dobrze, jakbym znów był w tych miejscach i robił to wszystko ponownie, taki prywatny DeLorean, żeby sobie wrócić i pokosztować.

Przez ostatnie lata, a to już prawie 3 (słownie: trzi) wydarzyło się bardzo wiele, dobrego, złego i nijakiego. Człowiek myśli, że tak burzliwie jest tylko na początku, podstawówka, liceum, studia, a później "jaki tu spokój...", ale tak nie jest. Non stop coś się dzieje, tylko w innej sferze, na innym levelu, pewne jest to, że spokoju nie ma :P.

Czemu wracam na bloga, a nie zakładam konta na facebooku, instagramie lub innym twiterze?
Odpowiedź jest prosta. Tutaj dalej, mogę pisać co chcę, wstawiać co chcę i robić co chcę. Nikt mnie nie zblokuje, nie ograniczy ilości znaków, czy wielkości zdjęcia.

Do zoba wszystkim, to tu, to tam.
Oby się udało.

houk
bracik marcin.