Czytuje się na billbordach w centrum oraz na tablicach przy granicy z miastami ościennymi napisy typu "Zabrze miasto przyszłości" , "Zabrze miasto turystyki przemysłowej". Dobrze, że osoby mające jakieś rozeznanie w temacie wiedzą, że Zabrze to zwykłe miasto-ciasto :P. Od paru tygodni zaczyna mnie irytować to miejsce, chociaż do podjęcia tematu zostałem sprowokowany przez ostatnie weekendy, które często Zabrze próbuje zamienić miejscami z poniedziałkiem.
Od teraz zaczyna się część mocno subiektywna. Pominę całkowicie dzielnice, bo po prostu nie ma o czym pisać i skupię się na centrum :P. Człowiek wychodzący w weekend na wieś przyszłości, chcący się zrelaksować, zresetować sobie mózg będzie mocno niepocieszony. W Zabrzu po prostu nie ma gdzie się podziać. Miejsc do których można pójść jest dosłownie kilka, chociaż powinienem napisać było kilka, a jest zero, ale o tym za chwilę - albo już teraz :P.
Kiedyś można było chodzić (co też się robiło) do Zagłoby, do Białego Słonia, nawet sporadycznie do Nabila, Kata, Prozaca i Galerii vel Gordona aka City Light Club. Niestety przedszkole, które tam teraz przychodzi, dym który pomimo zakazu nadal jest tam obecny, oraz ceny i muzyka jaką zaczęto serwować w tych miejscach (w zależności od knajpy, występuje jedna lub wiele wymienionych przyczyn) spowodowały, że tam już się nie pije.
Można było zawitać na jedno do Oparów Absurdu, Impresji, Esencji a nawet Pantery. Niestety tam czeka na nas zerowy wybór, jeśli chodzi o piwo nie wspominając o mocniejszych trunkach. Kilka opcji przeważnie jednego browaru KP lub Grupy Żywiec i nic poza tym. Za to wybór łysych pał, kiboli i ludzi, którzy poza naśmiganiem się w weekend i darciem co chwilę mordy na temat swojej kochanej drużyny jest do wyboru do koloru. W lokalach tych również cena piwa często wydaje się być z dupy wzięta, bo nie ma w zupełności przełożenia na aparycję lokalu.
W końcu można było spędzić całą noc świetnie się przy tym bawiąc w Bohemie. Imprezy trwały do rana, często wjazd + ogromne braki w asortymencie nie przeszkadzały, ponieważ miejsce to nadrabiało ludźmi, muzyką i wybornymi imprezami przy dźwiękach lat '80 i '90. To właśnie w Bohemie odbyły się moje najlepsze urodziny ;>. Niestety ostatnim bastionem, do którego można było się udać po zmianach polityki Bohemy, a później po jej zamknięciu była Brama. Można napisać była, jest i będzie, nie tym razem. Myślę, że wyraz "była" idealnie opisuje wszystko, bo już jej nie ma, a czy będzie, to okaże się w bliższej lub dalszej przyszłości.
Brama to dla mnie jak wiadomo temat rzeka. Bycie stałym klientem od 3 lat oraz 1 rok pracy jako barman pozwoliły poznać mi to miejsce od każdej możliwej strony. Wiem co jest przed, za, pod, nad, w, z prawej, z lewej. Wiem ile rzygowin jest w stanie przyjąć pisuar i znam zamówienia poszczególnych klientów na podstawie skanu ich twarzy ;). Co z tego skoro zaszły zmiany. Nie w lokalu jako miejscu, a w ludziach po obu stronach baru. Zapotrzebowanie ze strony klientów jest zawsze ogromne z chęcią na długie balowanie jak za dawnych lat (czyt. od 22 do 6). Niestety za barem panuje inna słuszniejsza wizja... lać alkohol i nic poza tym. W Bramie muzyki już się nie doświadcza co skutecznie zabija każdą zabawę, która dopiero zaczyna rodzić się w żyłach i wątrobach obecnych. Co gorsze taka strategia zniszczy każdą nawet zaplanowaną z grupą swoich znajomych bibę. Od otwarcia do ok. 3 w nocy puszcza się jakieś szity, których ludzie nie znają tylko po to, aby przypadkiem na parkiecie nie pojawiły się jakieś ruchy. Dodatkowo, gdyby ktoś jednak okazał się koneserem muzyki i znał puszczane nuty, albo po prostu był już mocno wstawiony i bawił się do wszystkiego stosuje się metodę niskiego poziomu volume. Wiadomo ile ludzi przychodzi do tego miejsca, wiadomo jaki zgiełk wytwarzają, co tam. Z 4 głośników odpala się 2 oczywiście w opcji "prawie mute mode: ON" dzięki czemu wytrawni znawcy muzyki niepopularnej i niezabawowej nawet nie usłyszą co tam z sufitu leci. Teraz muzykę do zabawy włącza się o 3, gdy już bar jest zamknięty, czyli pozostaje jakaś godzina do zamknięcia lokalu. Można puszczać bez obaw, ponieważ wszyscy udali się już dawno do domów, albo są w takim stanie, że o zabawie nie ma mowy. Co najlepsze w tym wszystkim wręcz regularnie spełnia się życzenia muzyczne ludzi z podpiętym kablem 220V pod pięty i z 3 zestawami AB-Gymnic na sobie puszczając im coś co nazywają dubstep. Nie wiem czy dubstep może i dubstep, ale brzmi jak rasowe techno i przy tym zostanę. Jest to również zaplanowane działanie, bo każdy doskonale wie jak to coś działa na ludzi. Po prostu opróżnia lokal z ostatnich wierzących w to, że będzie zabawa, potańczymy i pośpiewamy fajne piosenki.
Dziwi również obłsugiwanie w dalszym ciągu rzeszy morderców i kryminalistów z pierdla lub jeszcze sprzed pierdla, którzy za wywracanie stołów, wyłączanie bezpieczników (a więc odcinanie prądu), bójki z klientami, atakowanie i grożenie barmanom oraz okładanie pięściami kijów od lanego browara powodując tym samym fontanne piwa dalej w najlepsze przychodzą sobie do Bramy. To jest po prostu fenomenalne. Starych, kulturalnych, imprezowych wyjadaczy w liczbach dużych zniechęca się wszystkimi siłami, a chuliganów nagradza się wszystkim czego tylko sobie zażyczą. Fenonem!
Na szczęście aura sprzyja, znajome twarze od legendarnych imprez także. Dodatkowo miejscówki plenerowe wraz z grillami i ogniskami otwierają swoje bramy ;p dla wszystkich spragnionych czegoś więcej niż darmowego wpierdol i wylania pełnego piwa na zole. Wszelakie domówki zapraszają do siebie zupełnie za darmo na dobrą muzykę i 3 razy tańsze piwo niż w knajpie oraz możliwość położenia się w każdej chwili :).
Całego posta bardzo dobrze podsumował ostatni weekend, kiedy to daliśmy szansę spadającej na samo dno miasta-ciasta Bramie. Dokładnie podsumował go Michał, gdy po kilkunastu minutach w lokalu zamiast "ahoj" powiedział "wychodzimy, bo tu się chuja dzieje". Mogło mu się pomylić, ale weekend życia, który spędziliśmy później potwierdził słuszność jego słów ;).