czwartek, 21 lipca 2011

nobody's home

Bracik odkrył w szufladach internetu cały zapis koncertu Avril Lavigne - Live in Budokan 2005. Sprawa o tyle dziwna, że nigdzie nie da się go znaleźć, tak jakby oficjalnie nie był wydany, chociaż został profesjonalnie nagrany.

Piosenką nobody's home zachęcam do przesłuchania całego koncertu, który bardzo zaskakuje. Avrila w formie świetnie wykonuje wszystkie utwory na żywca. Bardzo dobra jakość dźwięku w połączeniu z mega kadrami cieszy uszy i oczi :). Dodatkowo poznałem kilka nowych piosenek, o których istnieniu do tej pory nie wiedziałem.

Wybór piosenki do posta nie był przypadkowy. Mocno kojarzy się z licealnymi czasami i śpiewaniem nad ranem do monitora ;). Chociaż album wydany już po maturze, to jednak przerabiany w towarzystwie licealnych ludzików. Poza tym uderzenie w okolicach 46min11sek jak Natalka w Czarnym Łabądku puszcza po ciele gęsią skórkę;P.

Polecam oglądać w HD, co by czerpać 100% i zmysłów sobie nie niszczyć.
Lubimy Avrilkę, a kto nie... tam są drzwi!

PS jak na taką energię bijącą ze sceny publika nie popisała się stojąc jak sztywny pal Azji.
Aaaaaaa przecież to Azja ;) buahaha.


piątek, 15 lipca 2011

zabrze, miasto-ciasto

Czytuje się na billbordach w centrum oraz na tablicach przy granicy z miastami ościennymi napisy typu "Zabrze miasto przyszłości" , "Zabrze miasto turystyki przemysłowej". Dobrze, że osoby mające jakieś rozeznanie w temacie wiedzą, że Zabrze to zwykłe miasto-ciasto :P. Od paru tygodni zaczyna mnie irytować to miejsce, chociaż do podjęcia tematu zostałem sprowokowany przez ostatnie weekendy, które często Zabrze próbuje zamienić miejscami z poniedziałkiem. 

Od teraz zaczyna się część mocno subiektywna. Pominę całkowicie dzielnice, bo po prostu nie ma o czym pisać i skupię się na centrum :P. Człowiek wychodzący w weekend na wieś przyszłości, chcący się zrelaksować, zresetować sobie mózg będzie mocno niepocieszony. W Zabrzu po prostu nie ma gdzie się podziać. Miejsc do których można pójść jest dosłownie kilka, chociaż powinienem napisać było kilka, a jest zero, ale o tym za chwilę - albo już teraz :P.
Kiedyś można było chodzić (co też się robiło) do Zagłoby, do Białego Słonia, nawet sporadycznie do Nabila, Kata, Prozaca i Galerii vel Gordona aka City Light Club. Niestety przedszkole, które tam teraz przychodzi, dym który pomimo zakazu nadal jest tam obecny, oraz ceny i muzyka jaką zaczęto serwować w tych miejscach (w zależności od knajpy, występuje jedna lub wiele wymienionych przyczyn) spowodowały, że tam już się nie pije.

Można było zawitać na jedno do Oparów Absurdu, Impresji, Esencji a nawet Pantery. Niestety tam czeka na nas zerowy wybór, jeśli chodzi o piwo nie wspominając o mocniejszych trunkach. Kilka opcji przeważnie jednego browaru KP lub Grupy Żywiec i nic poza tym. Za to wybór łysych pał, kiboli i ludzi, którzy poza naśmiganiem się w weekend i darciem co chwilę mordy na temat swojej kochanej drużyny jest do wyboru do koloru. W lokalach tych również cena piwa często wydaje się być z dupy wzięta, bo nie ma w zupełności przełożenia na aparycję lokalu.
W końcu można było spędzić całą noc świetnie się przy tym bawiąc w Bohemie. Imprezy trwały do rana, często wjazd + ogromne braki w asortymencie nie przeszkadzały, ponieważ miejsce to nadrabiało ludźmi, muzyką i wybornymi imprezami przy dźwiękach lat '80 i '90. To właśnie w Bohemie odbyły się moje najlepsze urodziny ;>. Niestety ostatnim bastionem, do którego można było się udać po zmianach polityki Bohemy, a później po jej zamknięciu była Brama. Można napisać była, jest i będzie, nie tym razem. Myślę, że wyraz "była" idealnie opisuje wszystko, bo już jej nie ma, a czy będzie, to okaże się w bliższej lub dalszej przyszłości.

Brama to dla mnie jak wiadomo temat rzeka. Bycie stałym klientem od 3 lat oraz 1 rok pracy jako barman pozwoliły poznać mi to miejsce od każdej możliwej strony. Wiem co jest przed, za, pod, nad, w, z prawej, z lewej. Wiem ile rzygowin jest w stanie przyjąć pisuar i znam zamówienia poszczególnych klientów na podstawie skanu ich twarzy ;). Co z tego skoro zaszły zmiany. Nie w lokalu jako miejscu, a w ludziach po obu stronach baru. Zapotrzebowanie ze strony klientów jest zawsze ogromne z chęcią na długie balowanie jak za dawnych lat (czyt. od 22 do 6). Niestety za barem panuje inna słuszniejsza wizja... lać alkohol i nic poza tym. W Bramie muzyki już się nie doświadcza co skutecznie zabija każdą zabawę, która dopiero zaczyna rodzić się w żyłach i wątrobach obecnych. Co gorsze taka strategia zniszczy każdą nawet zaplanowaną z grupą swoich znajomych bibę. Od otwarcia do ok. 3 w nocy puszcza się jakieś szity, których ludzie nie znają tylko po to, aby przypadkiem na parkiecie nie pojawiły się jakieś ruchy. Dodatkowo, gdyby ktoś jednak okazał się koneserem muzyki i znał puszczane nuty, albo po prostu był już mocno wstawiony i bawił się do wszystkiego stosuje się metodę niskiego poziomu volume. Wiadomo ile ludzi przychodzi do tego miejsca, wiadomo jaki zgiełk wytwarzają, co tam. Z 4 głośników odpala się 2 oczywiście w opcji "prawie mute mode: ON" dzięki czemu wytrawni znawcy muzyki niepopularnej i niezabawowej nawet nie usłyszą co tam z sufitu leci. Teraz muzykę do zabawy włącza się o 3, gdy już bar jest zamknięty, czyli pozostaje jakaś godzina do zamknięcia lokalu. Można puszczać bez obaw, ponieważ wszyscy udali się już dawno do domów, albo są w takim stanie, że o zabawie nie ma mowy. Co najlepsze w tym wszystkim wręcz regularnie spełnia się życzenia muzyczne ludzi z podpiętym kablem 220V pod pięty i z 3 zestawami AB-Gymnic na sobie puszczając im coś co nazywają dubstep. Nie wiem czy dubstep może i dubstep, ale brzmi jak rasowe techno i przy tym zostanę. Jest to również zaplanowane działanie, bo każdy doskonale wie jak to coś działa na ludzi. Po prostu opróżnia lokal z ostatnich wierzących w to, że będzie zabawa, potańczymy i pośpiewamy fajne piosenki.
Dziwi również obłsugiwanie w dalszym ciągu rzeszy morderców i kryminalistów z pierdla lub jeszcze sprzed pierdla, którzy za wywracanie stołów, wyłączanie bezpieczników (a więc odcinanie prądu), bójki z klientami, atakowanie i grożenie barmanom oraz okładanie pięściami kijów od lanego browara powodując tym samym fontanne piwa dalej w najlepsze przychodzą sobie do Bramy. To jest po prostu fenomenalne. Starych, kulturalnych, imprezowych wyjadaczy w liczbach dużych zniechęca się wszystkimi siłami, a chuliganów nagradza się wszystkim czego tylko sobie zażyczą. Fenonem!

Na szczęście aura sprzyja, znajome twarze od legendarnych imprez także. Dodatkowo miejscówki plenerowe wraz z grillami i ogniskami otwierają swoje bramy ;p dla wszystkich spragnionych czegoś więcej niż darmowego wpierdol i wylania pełnego piwa na zole. Wszelakie domówki zapraszają do siebie zupełnie za darmo na dobrą muzykę i 3 razy tańsze piwo niż w knajpie oraz możliwość położenia się w każdej chwili :).
Całego posta bardzo dobrze podsumował ostatni weekend, kiedy to daliśmy szansę spadającej na samo dno miasta-ciasta Bramie. Dokładnie podsumował go Michał, gdy po kilkunastu minutach w lokalu zamiast "ahoj" powiedział "wychodzimy, bo tu się chuja dzieje". Mogło mu się pomylić, ale weekend życia, który spędziliśmy później potwierdził słuszność jego słów ;).

piątek, 1 lipca 2011

sirocco, taki wiatr co rozgonił

Po dłuuuugim okresie ciszy, po problemach z poprzednim pracodawcą, po walkach z papierkową administracją w końcu po upływie ponad miesiąca udało się wejść na szlak, na którym ponoć ścieżka prowadząca do drogi kariery (na szczęście nie na estradzie ;p). Jak to się mówi zostałem stworzony do wyższych celów, a nie do darmozjadztwa ;). Gdy ten wpis pojawi się online rozpocznie się pierwszy dzień, ale czy of the rest of my life? Tego nie wiem, jednak jak imprezowiczki z inwazji mocy, mam nadzieję na przyszłość tu albo tam :P.



Przez następne 3 miesiące będę sobie wchodził po tej drabince na pięterko ;).