Niesamowite, ale nie potrafię się zebrać żeby moje posty miały ręce i nogi, a nawet głowę. Na chwilę obecną mają jedynie dłonie, jeśli nie palce, jeśli nie paznokcie ;). Tak tak, rozpoczynam właśnie kolejny wpis koncertowy. Znów bez podsumowania poprzedniego koncertu Kultu. Co najlepsze, już teraz wiem, że po tym wpisie pojawi się następny koncertowy, a potem będzie mnie czekać recka 4 koncertów. Pięknie sobie robię, wręcz wspaniale, nie ma to tam to. Może już nie będę tutaj nic obiecywał, tylko po prostu napiszę, albo nie na-pi-szę ;P.
Dziś nastał ten dzień, nastał po raz drugi, ponieważ koncert miał się odbyć 12 grudnia 2013r. i dokładnie 1 dzień przed gig został odwołany. Wkurw niesamowity, ale co zrobić. 2 miesiące czekania i mamy dzień koncertu. Przyznaję bez bicia, że totalnie nie miałem czasu wkręcić się w atmo przedkoncertowe jak to mam zwyczaj robić. Powiem więcej, całkiem zapomniało mi się o tym koncercichu, może to lepiej, will see. Właśnie zacząłem się katować czwórkowymi bitami, co skłoniło mnie do wejścia na bloga i napisania posta, a to z kolei pokierowało mnie do mojego poprzedniego wpisu na temat koncertu K44 w MegaClubie. Przeczytałem, przypomniałem sobie dokładnie co wtedy czułem (nie wierzę, że udało mi się to opisać słowami! :P) i mam nadzieję, że dziś będzie co najmniej tak jak wtedy. See You at site.
