Pewnego piątkowego wieczoru podczas szurania sobie nóżką na parkiecie do głowy przyszedł pomysł na wyjazd w góry. Całkowicie bez celu i bez planu, po prostu w góry. Znalazło się kilku chętnych, jednak wypad zaplanowany na sobotni świt z wiadomych względów nie wypalił. Na szczęście udało ruszyć się z samego rana w niedzielę ;). W pięcioosobowym składzie (Martynka, Ola, Łukasz, Michał i ja) za cel obraliśmy sobie Halę Boraczą lub Wielką Raczę, decyzja miała zostać podjęta w drodze. Jednak nasz przewodnik górski (a nie drogowy ;P) w postaci Oli i jej gps w postaci Łukasza, pomylili drogi dzięki czemu dojechaliśmy do Sopotni Wielkiej :P. Cel określił się sam, a my mogliśmy rozpocząć wędrówkę niebieskim na Rysiankę :). Po mojej dłuuugiej nieobecności w górach, chłonąłem je wszystkimi zmysłami, ale i tak nie umiałem się nacieszyć. Szczyt zdobyliśmy migiem, więc aby pozostać dłużej na wysokości postołowaliśmy się w schronisku przy grzańcach i jedzeniu z plecaków ;). Po 2 godzinach trzeba było udać się w dół i zakończyć wspaniała niedzielę, która jak okaże się później nie będzie jedyną.
Rewelacyjnie było odciąć się od schematycznego życia a la Human Traffic i spędzić weekend w zupełnie inny, nietrywialny sposób. Duża w tym zasługa nowych trekingów, które w końcu pojawiły się na pokładzie i zastąpiły glany, służące mi wiernie od 2003r. Dobrze było przypomnieć sobie góry, które są tak blisko i naprawdę są lepsze niż każde morze, o czym niestety zapomniałem.
Nie ma sensu pisać więcej, bo kto by to czytał skoro lepiej popatrzeć na zdjęcia ;). Jak widać pogoda 6 listopada przypominała pełnoprawne lato :D.


Nie umniejszałbym urody polskiego wybrzeża, ale jakże się nie zgodzić z tym, że pikne są te nasze góry!
OdpowiedzUsuńMichale: to samotne zdjęcie na tle górzystego lasu: lepszy niż Bear Grylls! :)
Żadnych kontuzji na kolejnych wyprawach (choćby i na takich za 30 lat!:P) życzy Koks
ma się to parcie na szkło :>
OdpowiedzUsuńthanks, przyda się szczególnie w najbliższy weekend.
PS bear'a grilla nie spotkaliśmy, pewnie był z 20osobową ekipą w hotelu ciesząc się z wifi ;)
michał.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńLOL szczyle! jestem z tej bandy najstarszy :) i wątpie, że przeżyję jeszcze 30lat ;p
OdpowiedzUsuńdzięki koks, pewnie że lepszy! nie miałem wifi, 3 kamer, mikrofonów, full asekuracji i 20 chopa w ekipie - "marek hardkorarek" pełną gębą! (kojarzysz parodie? )
jak sobie przypomne ile się nabiegałem przy robieniu kilku fot z tej wstawki, to aż czuje w nogach :]